![]() |
Festiwal Kultur |
|
|
Witam!!
Dzisiejszy dzionek byl inny niz wszystkie,
zreszta jak kazdy z osobna :p.
Poranek byl raczej leniwy, ale za to pozniej tempo wzroslo. Senior Rudi
przylecial zabrac nas na festiwal kultur, co mialo miejsce w centrum kosmopolitycznego Frankfurtu.
Poczatkowo ochoczo ruszylismy, jednak w pewnym momencie kierunki nam sie zaczely motac, ale dzieki
pomocnej grupie
Parada sie sfiniszowala,
a my na Römer i Alte Brücke pognalismy. W pewnym sensie mozna powiedziec, ze byl to lot w nieznane z
niezwykla sila napedowa. Cale szczescie, ze zaden
Wzdluz Menu (w slangu nazywanym O! Man!!) jest utworzona promenada czy pasaz. No i nie moglismy
sie oprzec pokusie, zeby na owym szlaku odbic slady naszych stop. Slonko grzalo, a nasze lica z chwili na
chwile stawaly sie coraz ciemniejsze (i to nie byla kwestia niedomycia). Grupa nasza skladala sie z Rudiego
i Polakow, wiec sila rzeczy, albo i nie, Gosia, ktora ma jezyk niemiecki chyba we krwi, konwersowala z naszym
rodzynkiem etnicznym. Temat zszedl na surowizne o enigmatycznej prawie nazwie sushi i chwilke pozniej juz pani
o francuskim nazwisku (Jaque:)) probowala przysmakow kuchni japonskiej. W miedzy i czasie Aldona jako grupowa
mentorka Taboo prezentowala figure pt.
Bardzo milo mijal nam czas i przyszla pora na nakarmienie naszych tasiemcow.
No to po kolei odbyl sie wspolny obiadek, a pozniej bilardzik, no i odwiedziny niemieckiej mlodziezy (sztuk dwie).
Na jej temat nie bede sie rozwlekac, bo to nie moja bajka. Napomkne tylko, ze nie wiedzieli, iz sie spotykaja z nami,
lecz z samym Rudim i w lekkim szoku sie witali :/. Wrazenia rozne zostawili.
Po wspolnej kolacyjce logiczne jest
spalanie tych kalorii, wiec wyprawa na Römer, gdzie odbywaly sie koncerty i wszelkiego rodzaju pokazy, szybko zostala
zaakceptowana. Trafilismy na koncert niemieckiej grupy grajacej hiszpanska muzyke na pograniczu reagee (ale jak to sie
qrna pisze?!?) i hip-hopu bodajze. Jak to przystalo na rodowitych Polakow pokazalismy Niemcom i innym narodowosciom jak
to sie
W miedzy i czasie Rudi podzialal jako rescuer/ratownik i takimi zulikami sie opiekowal, ze az czacha dymi.
Ale dla niego nie ma rzeczy niemozliwych, tylko malo prawdopodobne. Jest otwarty na wszystkich ludzi i wszelkie
okolicznosci. Total respect, Mr G!
Po ogloszeniu tzw. ciszy nocnej na placu obejrzelismy pokaz walk na ogniste miecze.
Robilo wrazenie, jakbym Star Wars’y w wersji sredniowiecznej ogladala.
Tak sobie spacerowalismy i spacerowalismy az
Rudi (nie mylic z polskim Schubertem) zaprosil nas na sushi w prawdziwej knajpce sushi.
Spokojnym truchcikiem
(nie, ze trzeba bylo, ino energia nas rozpierala) znalezlismy sie przed drzwiami restauracji. Zasiadlismy przy
barze, ktory byl nadzwyczaj ruchomy, albo ja malo w zyciu widzialam:p, poznalismy zasady tam panujace, jak takze
kazdy przeszedl krotki kurs wkladania paleczek w paluszki. Po chwili przy barze siedzieli sami fachowcy, ktorzy
naprawde smakowite rzeczy wybrali do
Po powrocie czekaly na nas
owocowe drinki przygotowane przez nadwornego mistrza ceremonii alkoholowych – Radzislawa. Nie musze chyba wspominac,
ze byly przepyszne i jak mleko wchodzily.
Po tylu przezyciach, po chwili ludziki mieli banie i poslusznie sie do
pokoikow porozchodzili.
Co pozniej sie w nich dzialo czy nie, to jeden Pan Bog wie, bo takiej wiedzy to ja juz nie mam.
I chyba cale szczescie, bo by mi lepetyna puchla od nadmiaru informacji :p.
Dzionek byl pelen wrazen i z takimi
odczuciami poukladalismy sie do poduch.
Dobrej nocki Babelki!!
tekst: Kiler