![]() |
Spotkanie w Pax Christi |
|
|
Jak to zwykle bywa, weekend obfitowal w atrakcje, niekoniecznie zwiazane z leserkowaniem na plazy czy polowaniem na
Zeilu.
W piatkowe popoludnie wybylismy do Mamolshaim, malej miejscowosci, jakze malowniczej :p, niedaleko Frankfurtu.
Zagubione duszyczki (sztuk 5) odebral Rudi ze stacji U-Bahn’a, stworzywszy kombinacje alpejska wewnatrz samochodu o
lekkim zabarwieniu erotycznym (tam udko, dalej kolanko) dotarly na umowione miejsce. Spotkanie rozpoczelo sie od
obiadokolacji w
W
trakcie tego przejscia Thomas wykazal sie niesamowitym opanowaniem i samokontrola. Przeniosl wszystkie szklanki w stanie
nienaruszonym. To byl chyba rodzaj testu, tylko tym razem zamiast isc prosto po linii czy zaprezentowac jaskolke, mial do
przeniesienia szklo. Radziu tez mu pozazdroscil i za kilka sztuk sie zlapal.
W sali na pietrze spotkalismy sie z
czlonkami organizacji Pax Christi. Bylismy totalnie zaskoczeni. Nie spodziewalismy sie, ze bedzie tam tak duzo ludzi –
z lekka 30 i to glownie osoby, hmmm…jakby to ujac… starsze od
Cale
szczescie, ze spotkanie to mialo ramy czasowe i rowno o godzinie 22 zmylismy sie do chalupki seniora Rudiego. Razem z
Teresa mieszkaja w tym miasteczku i zaprosili wszystkich na impreze (nas i ludzi z Pax Christi). Tak na marginesie, to
miasteczko, jak i wiele innych w poblizu Frankfurtu, jest piekne, looqnijcie zdjecia, a zobaczycie, ze nie sciemniam. A
chatke tez maja niczego sobie, parter i 2 pietra i jeszcze duze poddasze, na ktorym byla impreza. Dom jest jeszcze
niewykonczony, ale i tak wyglada fajnie. Nic dziwnego, przeciez Rudi i Teresa maja wlasna firme wykonczeniowo-dekoratorska.
Klimacik jeszcze poprawily wszedzie rozstawione swieczki i lampki, jak w romantycznej wloskiej knajpce
W kazdym razie impreza sie udala, chociaz czesc mlodziezy
polskiej (bez Gosi, Aldony, Izy i Ewci) musiala wyjsc o 23.40, zeby zdazyc na S-Bahna (kolej podmiejska, taka bardzo
nowoczesna). Podzielilismy sie na dwa samochody. W jednym kierownice w swych rekach dzierzyl pan ‘Zelazny Uscisk’ wiozacy
swa zone, Thomasa, Radka i Kaske. Drugie autko z Rudim to sklad bojowy :p: Marta, Mlody i Agnieszka, co w Mamolshaim nie
mieszka. No i tu sie zaczely schody. Pierwszy zestaw zdazyl na ostatnie metro, a drugi…niestety, lub stety, nie. Pisze tak,
gdyz gdy sie okazalo, ze ten jakze niespotykany w Polsce srodek transportu zwial, Ruedi zawalczyl i odwiozl robaczki prosto
do Frankfurtu. Wczesniej w nawiasie wspomniane dziewczeta dotarly szybciutko i bezpiecznie z Barbara (czy nie lepsze
okreslenie to ‘Bandit’?).
Wszyscy spotkalismy sie przy stole w kuchni z rozesmianymi japkami. Kolejny dzionek i wieczor
za nami. Mysle, ze sie wiekszosc ze mna zgodzi, ze naprawde organizatorzy serwuja nam intensywny kurs poznawania i ludzi i
okolic i kultury.
Z glowami pelnymi nowych przemyslen pognalismy pod prysznice, chociaz niektorzy sie ewidentnie
ociagali :).
Spijcie dobrze Imprezowicze!
tekst: Kiler i Junior