Witam Panstwa!!
Nawet nie wiem od czego zaczac. Moze najlatwiej od poczatq. Imprezka byla planowana, gdyz daty urodzin sie nie wybiera.
Wszyscy wiedzielismy, ze kiedys bedzie mialo miejsce to wydarzenie ino pamietna wspolna data miala zostac ustalona z
czasem. W taki to sposob 27 sierpnia zapadnie gleboko w naszej pamieci.
Aldona oraz Izabela jako jubilatki i organizatorki jednoczesnie szybko wziely sie do pracy. Juz tydzien wczesniej na
kuchence stal bigosik, a nastepnie dolaczyly do niego golabki i zupelnie iny klimat - torty. Wszystko cudnie pachnialo
i musialam cwiczyc ostro silna wole, zeby ich nie wciagnac przed czasem. A falstart byl blisko...
Przyjecie (bo taki przyjelo to spotkanie charakter) odbylo sie w jednej z sal konferencyjnych na dole. Stoly ustawione
rowno w rzedzie,
pieknie nakryte
z idealnie poukladana zastawa zapraszaly gosci. Trzeba w tym miejscu bezsprzecznie
podziekowac naszemu sasiadowi z pietra Anthony'emu. To dzieki niemu wszystko bylo profesjonalnie przygotowane. A tak
niepozornie wygladal :p.
Wsrod gosci poza stalymi bywalcami, czyli zelazna dziesiatka stanowiaca lwia czesc uczestnikow opisywanych wydarzen:),
byla Teresa, Bernadetta z kolezanka z pracy, Tomek a la niespodzanka, ale juz
nie kinder:) (czy pamietacie moze przewodnika z pierwszej rundy po Frankfurcie??), Lukasz Izy :D, no i Asia IBM-ka.
Zaczelo sie tradycyjnie od dmuchania swieczek na
pietrowych tortach
. Straz pozarna nie musiala interweniowac. Kazdy sie
wygodnie usadowil przy stole z upolowana
porcja dla siebie.
No i sie rozmowa rozpoczela. Niektorzy dzialali wedlug
zasady wolnego elektrona (jak sie skonczy jedzonko w jednym miejscu to polece dalej -
Jacque?
) lub zgodnie z prawem
ciazenia trzymali 4 literki w jednym miejscu. Z czasem coraz wiecej polskich dan pojawialo sie na stole (domem zapachnialo,
chociaz bigosik to i czerwonym winkiem). Nasi niemieccy, jak i polscy przyjaciele ochoczo przeprowadzali degustacje
- polska kuchnia w wykonaniu dziewczyn robila furore.
Ach! Jakbym mogla zapomniec! Kilka chwil pozniej do grona imprezowiczow dolaczyl
Anthony ze swym kolega
. Jako, ze taniec
maja we krwi probowali wszelkimi silami ruszyc zasiedziale towarzystwo. Niestety, bezskutecznie. Dlatego tez pozniej po
dlugich przygotowaniach jako juz kobietki wylecieli na wlasne party. Ale pokaz dali niezly.
Wkroczyli na sale jak tacy 'specjalisci', ktorym tylko tortu, z ktorego sie wylania, brakuje do
rozpoczecia zabawy
.
Ale to nie bylo tak do konca. Wszyscy goscie wiedzieli, ze jubileusz jest 2-czesciowy. Jednak zanim druga czesc miala
nastapic male sprzatanko nas czekalo. Nie bylo zle, bo jak sie wszyscy zebrali zusammen do kupy to i sprincik zapodalismy.
Naczynia czyste jak lza:)
.
Rowno o godzinie 23 (czytaj chwila
przed polnoca:)) wybylismy w okrojonym skladzie do polskiej dyskoteki o tajemniczej nazwie Enigma. No i tam powitala nas
polska muza wszelkiej masci i gatunku. Nie starczyloby miejsca, by wszystkie wymienic. Co najwazniejsze - wytanczylismy
sie i powyglupialismy takze. Zabawa byla przednia, ale okolo 3 niektore elemenciki zmoglo i pojechaly z Rüdim (wesoly
busik) do Kolpinghaus. Jak juz wspomnialam jeszcze czesc zostala - ci to maja zdrowie. Jako lekkie zgoniki polozylismy
sie spac.
I tu juz wg zasady powinnam skonczyc, ale musze, ale to musze napomknac, ze trzeba bylo dluuugo odsypiac bibke, niektore
talenty to do 17 daly rade. Panny, co sie znacznie wczesniej obudzily snuly sie jak
biale damy
po pietrach naszego domku.
Posilkowalismy sie ( w doslownym tego slowa znaczeniu) pozostalosciami jedzeniowymi po przyjatku (yummmi). Drzemki w miedzy
i czasie byly nieuniknione. Ale i tak nasza droga Izabelle pobila wszelkie rekordy nie kladac sie spac przez okolo 36
godzin (szacuneczek!). Maratonczyczka z krwi i kosci...
Dzieki za wspolna zabawe Ziomki!!
tekst: Kiler
Wiecej zdjec ze spotkania...